Sadzonki miłości
- Elka Garbarz- Orzechowska

- 10 sty 2019
- 1 minut(y) czytania

Szukając ozdób choinkowych w piwnicy, znalazłam w pudle z różnościami swój panieński zeszyt. Pod wpływem swojej ulubionej Cioci Eli, po której odziedziczyłam i imię, i zamiłowanie do matematyki, a która była wspaniałą gospodynią, w wieku piętnastu lat, zaczęłam gromadzić przepisy kulinarne. Z sentymentem przeglądałam powklejane wycinki z "Przyjaciółki" czytanej przez Mamę, przepisywane pracowicie przepisy gromadzone od cioć, kucharek przygotowujących uczty weselne w rodzinie i sąsiedztwie. Młode dziewczęta chętnie pomagały w tych przygotowaniach, bo było smacznie, wesoło, kształcąco. Nie wspomnę, że młodzi chłopcy chętnie ucierali masy do tortów, pałkami w makutrach, przytrzymywanych udami przez dziewczyny. Jakoś nikt nie marudził na brak mikserów. I depresji było jakoś mniej. Jak to Mały Książę podsumował, gdyby dzięki pompie miał więcej czasu, poszedłby wolniutko w stronę skrzypiącej studni...
Ale dalej o zeszycie... Po ślubie włożyłam do niego fotografię, jak przyjaciele z Duszpasterstwa Akademickiego wręczają nam w prezencie ślubnym komplet garnków z Olkusza. Służą niektóre do dziś, po 33 latach. A kilka lat po ślubie, dołożyłam okładkę z papeterii, która ilustrowała moje marzenia o domu. Nawet sobie taki podobny kapelusz i sukienkę kupiłam, żeby chodzić w nich na działkę. A zamiast jednego kota, jest stadko, które wspólnie z działkowiczami dokarmiamy. Marzenia lubią, gdy im pomagamy.

Ps. No i wspaniały przepis Cioci Eli na ziemniaczki z płatków owsianych zapisany 42 lata temu, stosowany niezliczoną ilość razy w naszej rodzinie.
Elżunia odeszła do Pana Boga 23 grudnia 2018 roku. Wspaniała osoba. Dziękuję Ci Ciociu za wszystko.

Zamiast jednego kotka, mam mnóstwo. Na spółkę z innymi działkowcami.




Komentarze